poniedziałek, 28 grudnia 2009

Komunikacyjnie świątecznie

"Mama, chodź pogadamy" "-A o czym" "-O zębach..."
Rozmowa tyczyła się zębów jak w treści. Niby nic, ale były to zęby nie byle jakie. Powaliły moje dziecko niemiłosiernie, resztę dzieci w rodzinie też. Ale czemu? A bo to prababcine zęby były... Od 3 dni słyszę nieustannie historię jak w drugi dzień świąt na spotkaniu rodzinnym, cztery pięciolatki zobaczyły jak prababci zęby wypadły na podłogę... Mało tego... OBŚLINIONE...
Niewiele rzeczy może zadziwić pięciolatkę. Ale babcine zęby to jest coś co się pamięta długo - ja też coś o tym wiem:)

poniedziałek, 26 października 2009

Terroryści w metrze

Jadę metrem. Tłum dziki. Mało tego tłum spieszący się do pracy (czytaj: tłum zdenerwowany, że znów się spóźnił). A metro co? A metro na luzaka. Stoi na każdej stacji po kilka minut nic nie robiąc sobie z rosnącego ciśnienia tłumu; jakby tego było mało w pewnym momencie zatrzymuje się pomiędzy dwoma stacjami w tunelu i... I nic. Stoi. Tłum zaczyna nerwowo się poruszać. Potem szemrać. Po chwili regularne deliberacje. Głośne. Za głośne. Ale nie ma tego złego, w tłumie pojawia się osoba, która wie o co chodzi i informuje o tym tłum (przypis autora: starszy pan, mocno starszy): że to, to jest zamach terrorystyczny! I to, że on stary jest to nie znaczy, że on internetu nie zna, bo owszem zna i czyta! I tam było napisane, że to tak robią zamachy terrorystyczne!
I cała jazda gotowa!!! Spóźnialscy co znów zaspali, walczący z adrenaliną, którą pompuje świadomość niemiłej konfrontacji z szefem mogą w końcu dać ujście porannej frustracji. Efekt? Gigantyczne awanti w tunelu. Gigantyczne. Acz krótkie, bo w najciekawszym momencie awantury pociąg rusza. I jak za dotknięciem różdżki robi się cisza...
Nawet dziadek nie udowadnia, że to zamach i że internet zna... A szkoda bo może bym się czegoś dowiedziała co jest w tym internecie...

Komunikacyjne rękoczyny

Jedna ze starszych akcji: przystanek, ja jadąca do pracy, tramwaj. Podjeżdża tramwaj, otwierają się drzwi, w drzwiach stoi leciwa acz krzepka pani z gigantycznymi tobołami. Weszłam na jeden schodek i proszę panią żeby przesunęła się, bo nie ma jak jej wyminąć.
NIE.
Więc ja znów, żeby się przesunęła, bo chcę wejść do tramwaju.
NIE.
Ale, że wejść, bo miejsca nie ma...
POWIEDZIAŁAM NIE.
Ostatnie NIE zostało podkreślone ciosem tobołami w moją skromną osobę, które spowodowały formalne wypadnięcie z tramwaju. Przed nosem zatrzasnęły się drzwi, tramwaj pojechał a ja zostałam na przystanku zastanawiając się O CO KUR... CHODZI!!!
Załatwiona przez babinę:) czad.

Komunikacyjnie radiowo

Posikałam się:

>>...Radio Wawa, audycja on-air:

- Nazywam się Waldek. Chciałem Was prosić, żebyście puścili dla mojej żony, która właśnie się ze mną rozwiodła jakąś piosenkę na pożegnanie.

- Przykro nam z tego powodu, jaka to ma być piosenka?

- Nie za często słucham radia, więc nie bardzo się orientuję w dzisiejszych wykonawcach. Dobrze byłoby, żeby w tekście znalazły się słowa w rodzaju "a idź w pizdu głupia suko razem ze swoją pierdolniętą mamusią".<<

niedziela, 25 października 2009

Komunikacyjnie przystankowo

Jedna ze starszych akcji: przystanek, zimno, starsza Pani pytająca o autobus. Oczywiście 100 osób na przystanku, ale pyta mnie. No cóż. Tak czy tak, ja osoba dobrze wychowana, starszym grzecznie odpowiada, że tramwaj o numerze takim i takim ma zmienioną trasę i jedzie teraz tak i tak. I co dalej. I dalej historia... Pani zaczyna mnie instruować, że ONA NA RANDKĘ JEDZIE! Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt że Pani ma dobrze po 70-tce. Rzekłabym nawet jest bliska 80-tki.
No ale na tym nie koniec, dzięki uprzejmości Pani chcąc nie chcąc poznaję tajniki życia seksualnego staruszków: "Kochana, bo ja Ci powiem.. Bo mężczyzna to już w pewnym wieku nie musi (*i tu przypis autora: nie musi być aktywny seksualnie), ale kobieta to kochana musi! No musi i już, żeby ten interes się nie zastał; bo chłop to może raz na jakiś czas, ale pamiętaj że kobieta musi używać interesu często, bo inaczej to się zastoi..."

czwartek, 22 października 2009

Komunikacyjny list

Wczoraj dziecię me rozpoczęło proceder pisania listu do mikołaja. Na razie tylko kilka punktów, ale że mamy październik to lista do grudnia spokojnie się powiększy. Tak czy tak zostałam mocno zaskoczona, bo na liście była raptem 1 zabawka natomiast pozostałe rzeczy są to tzw. NIEZBĘDNIKI. I tak na liście znalazły się m.in.: mazaki (te co jej się ostatnio wypisały), zeszyt - żeby mogła pisać swoje imię (jak na razie tylko to potrafi i ćwiczy wszędzie gdzie się da więc zeszyt rzecz niezbędna), 2 pudła na zabawki - jedno małe, drugie duże (ta pozycja śmiem podejrzewać pojawiła się ponieważ w pokoju od 2 dni jest megabałagan), no i ostatnia pozycja, najważniejsza: 4 RURY (*przyp. autora - plastikowa rura, długości ponad półtora metra, w której zrolowana jest mapa mojego dziecka). Tak więc dziecię me potrzebuje 4 (słownie CZTERY, bo w trakcie pisania doszła do wniosku, że trzy to za mało) takie oto rury.
Cztery rury od Mikołaja.

piątek, 9 października 2009

Parking

A jeszcze w temacie PKiN i wczorajszej imprezy. Instytucja działu parkingów w owym miejscu jest najbardziej magicznym miejscem na ziemi. Czas zatrzymał się tam 30 lat temu i nic i nikt nie jest w stanie go zmienić. Po zaliczeniu kilku atrakcji dowiedziałam się że jestem hochsztaplerem i że uknułam jakiś spisek:) Nie wiem jaki i oni raczej też nie mają takowej pewności, ale mając mnóstwo czasu zapewne coś wymyślą:)

Kilometry, kilometry...

Komunikacyjnie pokonałam wczoraj PKiN miliardy kilomterów. Miliardy. Efekt? Zakwasy po jak po najgorszym maratonie:/ No ale impreza udana.

poniedziałek, 5 października 2009

Przyjaźń tramwajowa

Jakiś czas temu w tramwaju zaczepiła mnie kobieta (jakżeby inaczej, muszę jakoś promieniować czy coś). Przez chwilę opowiadała o pogodzie czyli o wszystkim i o niczym po czym z grubej rury ryknęła na pół tramwaju: "No bo powiedz mi kochana, czemu te wszystkie dziewuchy teraz tak się ruch...ą!?!?" 15 minut dyskretnego odsuwania się od pani, którą w ekefcie cały tramwaj postrzegał jako moją przyjaciółkę, spełzło na niczym. 15 minut opowieści o grzmoceniu się młodzieży:/
Jezusie nazareński, czy ja wyglądam jak jakaś wyrocznia czy inny omnibus??

Babskie pogaduszki

W autobusie spotkałam miłą starszą Panią (która pomimo moich starań połączenia własnych molekuł z molekułami szyby i prób uniknięcia kontaktu z kimkolwiek w autobusie) wprowadziła mnie m.in. w tajniki użytkowania odzieży wierzchniej:
- kurtka którą miała na sobie miała raptem 6 lat
- była raz prana
- wszystko co brudne to brzydkie
- wszystko co brudne trzeba wyprać.
W ciągu 10 minut usłyszałam powyższe oraz silne niezadowolenie z córki, która cały czas jest zajęta, bo (a teraz uwaga!) "kto to słyszał dupą pracować, głową powinna, ale mnie nie słucha!" No dobra, ale że w jakim sensie głową to już nie dopytałam:)

Autobusowa Miłość

Dziś w autobusie menel wyznał mi miłość. Kocha mnie nad życie. Musiał się ostro wstydzić bo zbierał się całe 10 minut i dopiero jak wysiadał usłyszałam: Kocham cię, jesteś miłością mojego życia, kocham cię! Piękne słowa a pan mąż nie byli zazdorośni jak opowiedziałam o nowym amancie...