poniedziałek, 26 października 2009

Komunikacyjne rękoczyny

Jedna ze starszych akcji: przystanek, ja jadąca do pracy, tramwaj. Podjeżdża tramwaj, otwierają się drzwi, w drzwiach stoi leciwa acz krzepka pani z gigantycznymi tobołami. Weszłam na jeden schodek i proszę panią żeby przesunęła się, bo nie ma jak jej wyminąć.
NIE.
Więc ja znów, żeby się przesunęła, bo chcę wejść do tramwaju.
NIE.
Ale, że wejść, bo miejsca nie ma...
POWIEDZIAŁAM NIE.
Ostatnie NIE zostało podkreślone ciosem tobołami w moją skromną osobę, które spowodowały formalne wypadnięcie z tramwaju. Przed nosem zatrzasnęły się drzwi, tramwaj pojechał a ja zostałam na przystanku zastanawiając się O CO KUR... CHODZI!!!
Załatwiona przez babinę:) czad.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz