poniedziałek, 15 listopada 2010

Komunikacyjnie religijnie

Dziecko chodzi na religię. No cóż. Taki lajf.
Po pierwszych zajęciach pytam:
Ja: A Pani nauczyła już was żegnać się? (w sensie czynić znak krzyża na piersi)
Ona: Nie, normalnie do widzenia mówimy...

No tak, w sumie oczywista odpowiedź.

Komunikacyjnie dziecięco

Ja, ona, tramwaj. Jak każde dziecko, po kilku minutach i moja córka zaczyna się nudzić więc wymyśla grę: jedna osoba myśli o jakiejś rzeczy, daje jedną podpowiedź, a druga zgaduje co to jest.
Ona: Bardzo kolorowe
Ja: Tęcza!
Ona: Super! Teraz następne. Jest bardzo kolorowe i ma patyk
....
.......?
..........????
Ja: Poddaję się, nie wiem.
Ona: Tęcza na patyku.

Po prostu. Komunikacja bez zarzutu.

Komunikacyjnie z Panem Mężem

Noc. On śpi, ja próbuję zasnąć. I jak to bywa w takich chwilach, Pan Mąż zaczyna ze mną rozmawiać:
On: Pogodzili się?
Ja: Kto?
On: No bracia.
Ja: Jacy bracia?
On: Bliźniacy.
Ja: Jacy bliźniacy?
W tym momencie olśnienie: Pan Mąż śpi i zaczyna nocne rozmowy. Ja mam ubaw, więc kontynuuję.
Ja: A gdzie oni teraz są?
On: Pojechali w góry.
Ja: A Ty?
On: Ja też. Z nimi. Ale spoko, dziś wracam.
No i wrócił. Więc spoko.